Link 03.12.2008 :: 09:56 Komentuj (24)

Prawo i Sprawiedliwość chce odwołać marszałka Komorowskiego za obraźliwe dla prezydenta słowa "z 30 metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera". Dziś przy porannym myciu zębów zastanawialiśmy się z żoną nad tą wypowiedzią i nad tym, kogo tak naprawdę obraził Komorowski. Możliwości jest kilka, zależnie od tego, jak spojrzy się na tę jakże poważną sprawę. Oto cztery z nich:

1. Bronisław Komorowski obraził rosyjskiego (albo osetyjskiego, albo innej narodowości, grunt, że krzyczał po rosyjsku) snajpera, nazywając go ślepym. Nie było to zbyt eleganckie. Nawet jeżeli snajper nie widzi, należało użyć słowa "niewidomy" albo "ociemniały" - zależnie od tego, czy niepełnosprawność była wrodzona, czy nabyta później niż w piątym roku życia, co kancelaria marszałka mogła zawczasu sprawdzić.

2. Bronisław Komorowski obraził osoby niepełnosprawne, drwiąc z nich (sugestia, że niewidomi nie umieją strzelać, nie była miła) i sugerując, że stoją one za strzelaniem w powietrze w okolicy samochodu pana prezydenta.

3. Bronisław Komorowski obraził samochód pana prezydenta. Wprawdzie Edgar Peron twierdzi, że marszałek wyrażał żal, że nie strzelano koło głowy głowy państwa, jednak w wypowiedzi wyraźnie pojawia się samochód, nie dostojny pasażer. Być może więc marszałek żałuje, że nie postrzelono samochodu. Jest to o tyle przykre, że na zdjęciach wyraźnie widać, że był to mercedes, a więc pojazd niemiecki. Nie trzeba chyba nikomu uświadamiać, że tak nieodpowiedzialne zachowanie marszałka względem mercedesa może pogorszyć nasze stosunki z zachodnim sąsiadem.

4. Jeden z komentatorów słusznie podpowiedział, że swoimi słowami o ślepym snajperze Bronisław Komorowski obraził Boga. Wiadomo wszak, że „człowiek strzela, pan Bóg kule nosi”. Możliwości wzrokowe snajpera nie mają tu więc nic do rzeczy, a marszałek zasugerował, że sam Bóg ma problemy z noszeniem. To ważny argument za odwołaniem Komorowskiego. Nie można pozwolić, żeby w katolickim kraju, w którym posłowie modlą się o deszcz, ktoś jawnie nabijał się z najwyższych wartości!

Link 04.12.2008 :: 21:43 Komentuj (7)

Branża hotelarska na całym świecie powinna szykować się na poważny kryzys - hotele w różnych zakątkach globu niemal codziennie stają się obiektami brutalnych ataków. Ledwie skończono wynosić ciała zabitych z hoteli Taj Mahal i Oberoi w Mumbaju, a już z Cypru napłynęły dramatyczne informacje o kolejnych tragicznych zajściach w hotelu. Tym razem - jak informują prawnicy hotelu Le Méridien Limassol - dwóch mężczyzn porwało, a następnie zniszczyło wózki do golfa. Prawnicy hotelu twierdzą, że za zamachami na wózki stoją dwaj polscy parlamentarzyści - Karol Karski i Łukasz Zbonikowski. Na szczęście nie ma doniesień o ofiarach w ludziach.

Mogło być gorzej, znacznie gorzej. Porywacze mogli rozpędzić wózki i uderzyć nimi w któryś z cypryjskich biurowców, albo w dwa równocześnie. Mogli też wybić się na jakiejś muldzie i spaść na siedzibę cypryjskich sił zbrojnych. Mogli także kazać wysadzić się w Rio de Janeiro albo pod groźbą ukatrupienia wózka wyłudzić wysoki okup. Skończyło się na ciężkich obrażeniach zakładników. No i oczywiście wcale nie wiadomo, czy to naprawdę byli polscy posłowie. Myślę, że nie, bo przecież zaprzeczają, a poza tym od razu widać, że to musiały być jacyś zwyrodnialcy i wózkobójcy.

Zaprzyjaźniony blog Lapsus Lazuli wszczął już śledztwo w sprawie zniszczenia wózków do golfa.

Link 07.12.2008 :: 22:52 Komentuj (15)

Powoli zaczynamy się żegnać z naszymi pięknymi widokami. Wciąż jeszcze mamy za oknem Pałac w Wilanowie...



...i Kościół Świętej Anny w tymże Wilanowie:



Z okna naszego nowego lokum nic ciekawego nie widać. Ma ono za to inne walory - o jedno pomieszczenie i kilkanaście metrów więcej, a poza tym - co jest niezwykle istotne - jest nasze, nasze, nasze!

Link 11.12.2008 :: 09:37 Komentuj (12)

Jakiś czas temu opublikowałem na blogu fragment prozy Etgara Kereta. Padł wtedy pomysł, żebym serwował więcej dobrych fragmentów dobrej literatury, dzięki czemu niektóre osoby mogłyby nadrobić braki w oczytaniu. Później pojawił się Haruki Murakami i zagadka. A potem była duża przerwa.
Teraz w ogóle jest przerwa, bo się zajmuję przeprowadzką (we gotta move these refrigerators i tak dalej) i nie mam kiedy robić zdjęć. Wciąż jednak czytam w autobusach i tramwajach, więc i materiał na nową zagadkę się znalazł. Pytanie o autora i tytuł. Myślę, że nie będzie trudno. Żeby nie było za łatwo, schowałem imię bohatera. Żeby jeszcze trochę utrudnić, wykluczam z zabawy wszystkie osoby, których imiona zaczynają się na literkę L. Ale to chyba i tak łatwizna...

– Masz, trzymaj – powiedział, kiedy wrócił, i podał S. jakieś zawiniątko. – Co to? – zapytał S. – Ciasto. – Ciasto? – Tak, szarlotka. Doktor upiekł specjalnie dla mnie. W ogóle, wiesz, no, mówiłeś o seksie. Po prostu są takie rzeczy, przez które płaczę. Na przykład to ciasto. Przecież wiem, że zrobił je specjalnie dla mnie. Jak ja mogę po czymś takim od niego odejść? Wiesz, miałem znajomego, który wyjaśniał mi, na czym polega różnica między seksem a miłością. – I na czym? – zapytał S. – No, mówiąc ordynarnie, seks to kiedy pieprzycie się i po ruchaniu chcesz, żeby ona jak najszybciej poszła. A miłość to kiedy pieprzycie się i po ruchaniu chcesz, żeby ona jak najdłużej została. Masz, trzymaj – podał S. zawiniątko. – I co – powiedział S., pomyślawszy – to właśnie jest morał? – Nie tam, żaden morał. To jest po prostu kawałek szarlotki.

Odpowiadać można, jak zwykle, w komentarzach. Nagród - poza uściskiem dłoni prezesa - nie przewidziano.

Link 12.12.2008 :: 21:21 Komentuj (13)

It's Christmas, it's Christmas in heaven, hip hip hip hip hip hooray!



Wszyscy radują się na nadchodzące Święta. I ja też się raduję jak jasna cholera. Już parę razy pisałem, jak bardzo cenię i przeżywam ten wyjątkowy moment, kiedy w kalendarzu różne cyferki ustawiają się koło siebie i wszyscy jak na komendę robią z siebie debili (ja też! ja też! już czuję to podniecenie!), ustawiają się w kolejkach w supermarketach, w specjalnych świątecznych korkach na ulicach, łażą w środku nocy po kościołach i tak dalej. A wcześniej jeszcze pracują dłużej i więcej, bo przez cudowne Święta (hip hip hip hip hip hooray!) jest mniej dni roboczych w miesiącu, a robota ma to do siebie, że sama się nie zrobi. No w ogóle cudownie.

Jest jeszcze coś, co bardzo lubię w Świętach. Te wzruszające, płynące prosto z serca, rymowane życzenia świąteczne, które wiele osób kopiuje namiętnie i rozsyła na prawo i lewo. Pisałem już rok temu o tym zjawisku, ale dopiero po Świętach. W tym roku zamierzam napisać przed, żeby dać bliźnim możliwość skopiowania rymowanek mojego autorstwa, a zdolniejszym jednostkom również stworzenie własnych w komentarzach. Ale o tym za parę dni. Obiecuję.

Link 13.12.2008 :: 18:30 Komentuj (4)

Ponieważ nikomu nie udało się rozwiązać literackiej zagadki sprzed paru dni, postanowiłem jako podpowiedź dorzucić jeszcze jeden cytat z tej samej książki Serhija Żadana. Myślę, że po tym fragmencie nikt już nie będzie miał wątpliwości – a te słowa kieruję szczególnie do demokratycznej młodzieży – czyja to książka i o jakim tytule.

Korporacja jest jak anonimowi alkoholicy – ona nie leczy, ale pozwala ci zrozumieć, że nie tylko ty jeden się tak obsrałeś. Korporacyjna filozofia tylko na pierwszy rzut oka leży na płaszczyźnie relacji czysto profesjonalnych. Tak naprawdę korporacja zostaje z tobą, nawet kiedy o niej nie myślisz, chociaż spróbuj o niej nie myśleć, a przebije twoją klatkę piersiową w najdelikatniejszym miejscu. (...) Korporacja sama w sobie jest formą seksualności, dlatego że w kontekście korporacyjnej etyki duch drużyny i przepychanie się łokciami przestają być metaforami, mowa o konieczności, by w razie produkcyjnej potrzeby całkowicie zastąpić swojego partnera, pokryć go w dosłownym i przenośnym sensie. (...) Korporacja mówi ci, że prawdziwy biznes nie przewiduje wzbogacenia, prawdziwy biznes, mówi korporacja, potrzebuje ciągłego inwestowania kapitału, dlatego inwestujesz w korporację całe swoje dochody, wiedząc zawczasu, co ci się z nich w końcu dostanie. Dzieci korporacji niczym apostołowie (...) – niczym pierwsi, jeszcze niewprawni prorocy, nawracacie na wiarę nowych braci i siostry, podczas biznes lunchów. (...) Światło nad waszymi włosami, zapach róż na waszym odzieniu, złotem świecą wasze cienie, kiedy przechodzicie przez niemy tłum, no, tylko próchnica, kurwa, próchnica – trzydzieści dwa zepsute zęby i nie masz żadnego, kurwa, ubezpieczenia zdrowotnego.

No teraz to już chyba wszyscy wiedzą, jaka jest odpowiedź. Zrobiło się tak łatwo, że już nawet uścisk dłoni prezesa wycofam z puli nagród. Kto chce, niech zgaduje – dla czystej satysfakcji.

Link 15.12.2008 :: 07:00 Komentuj (30)

Od ponad tygodnia nie działa większość zdjęć na moim blogu. Powód - przekroczony limit transferu. Limit wynosi 25 GB (chyba niemało) i przekraczam go nie pierwszy raz, jednak tym razem nastąpiło to dziwnie wcześnie. Zainteresowałem się tematem, poszperałem po sieci i namierzyłem czterech złodziei. Złodziei zdjęć - bo umieszczają moje zdjęcia gdzie chcą bez podania źródła; złodziei transferu - bo nie wrzucają ich na własne serwery, tylko skopiowawszy kawałek kodu bezczelnie ciągną z mojego. Może nawet nie zdają sobie sprawy, że to, co robią, jest kradzieżą, a dodatkowe obciążenie serwera utrudnia życie moje i moich stałych czytelników.

Pomyślałem chwilę i doszedłem do wniosku, że nie ograniczę się do wycofania tych czterech zdjęć z galerii. Wtedy zniknęłyby z ich stron i tyle. Uznałem, że okres przedświąteczny jest dobrym czasem na złożenie życzeń również złodziejom. Przygotowałem więc dla nich specjalną świąteczną kartkę, która wstawiłem na miejsce skradzionych zdjęć. Dzięki temu dziś minutę po północy kartka wyświetliła się na ich stronach.

A wygląda to tak - moja pocztówka świąteczna na jakimś forum motoryzacyjnym:



Moje pozdrowienia na jakimś innym kretyńskim forum:



Pocztówka świąteczna na czyimś profilu na fotka.pl:



I na koniec szacowna dyskusja na forum goldenline:



Ci ludzie może nawet nie wiedzą, że coś ukradli. Ale mam nadzieję, że teraz się dowiedzą i zapamiętają. Zdjęcie jest własnością twórcy, a jego branie bez pytania i publikowanie bez podania źródła jest zwykłym złodziejstwem. Szkoda, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak wiele inwestycji i wysiłku kosztuje zrobienie dobrego zdjęcia. Mam nadzieję, że swoją świąteczną akcją wyedukowałem parę osób.

Link 18.12.2008 :: 10:41 Komentuj (19)

Już za tydzień Święta (hura, hura!) Kilka dni temu zapowiadałem pojawienie się na blogu rymowanych życzeń świątecznych do kopiowania i wysyłania rodzinie i znajomym. Oto i one - na początek dwa z pięciu wierszyków, które publikowałem już rok temu (ale po Świętach, więc się nie zużyły). Znakomicie nadają się do wyrażenia wszystkich pozytywnych uczuć, którymi każdy chce się dzielić z bliskimi. Choć w pierwszym - co piszę z podziwem dla swych zeszłorocznych profetycznych dokonań - pobrzmiewa lekka nutka kryzysu...

Wierszyk 1
Gdzieś pasterze dają w szyję,
jakieś dziecko w żłóbku wyje,
diabeł dupą ziemię orze,
w przyszłym roku będzie gorzej.

Wierszyk 2
Już Mikołaj napchał worek,
dzisiaj piątek, jutro wtorek.
Już na stole karpik leży,
lewym okiem w Boga wierzy.
Prawym też, chociaż go nie ma,
nie życzenia to lecz ściema.
Użyj, gdybyś przesłać chciał
CTRL+C i CTRL+V.

Ponieważ zostało jeszcze kilka dni, zapraszam Szanownych Czytelników do tworzenia krótkich wierszyków z życzeniami. Sam też zamierzam jeszcze przysiąść nad tym tematem. Dobrze byłoby stworzyć większy pakiet takich wierszyków, które bliźni mogliby kopiować i posyłać dalej. To byłby prawdziwie dobry uczynek. A za dobre uczynki - jak wiadomo - nagrodą jest pójście do nieba. Nic nie obiecuję, ale może udałoby się tam zaciągnąć jakieś hurysy z sąsiedztwa...

Link 24.12.2008 :: 11:38 Komentuj (17)

Z powodu trwającej przeprowadzki nie mam czasu przygotować - jak co roku czyniłem - ładnej kartki świątecznej dla moich Czytelników. Przykro mi, po prostu nie da się. Pozostaje mi odesłać do świątecznej kartki na blogu żony i życzyć wszystkiego dobrego, zdrowia, o którym nie trzeba myśleć, pieniędzy, których wpływa więcej niż wypływa, szybkiego internetu i podającej nóżki. I takich tam.
W nawiązaniu do poprzedniego wpisu prezentuję świąteczny wierszyk, który stworzyłem wczoraj wieczorem w wannie:

W tę cudowną noc grudniową,
w tej stajence wciąż na nowo,
z dziecka śmieją się pasterze:
"twoja stara w rzece pierze!".

Wierszyk ten wysłałem dziś z rana SMS-em (wszak do tego jest stworzony - zachęcam) do kilkunastu osób. Dostałem kilka miłych odpowiedzi. Najszybsza była od córy pewnego zacnego rodu:

Pomóż draniu
starej w praniu,
a pastuchom daj po głowie!
Kibicują Ci Thunowie!

Później dotarł również wierszyk od Głupiego Królika:

Dziecię drze się wniebogłosy,
aniołowie rwą swe włosy,
i życzą Wam dobrzy anieli,
byście za rok też tak mieli!

Cudzymi wierszykami rozporządzać nie mogę, ale do kopiowania i rozpowszechniania tego, który napisałem ja, gorąco namawiam. Po to został sklecony, żeby go rozsyłać. Zupełnie za darmo, za friko i gratis!

Link 28.12.2008 :: 22:14 Komentuj (13)

Uwaga! Achtung! Attention! Atención! Wnimanje! Nieletni mogą czytać tylko do zdjęcia! Pod zdjęciem treści tylko dla dorosłych, a mianowicie - historia wielkiego ruchania.

Od paru tygodni nie robię zdjęć. Nie mam siły, czasu, głowy. Dobiegająca już końca przeprowadzka absorbuje mnie niemal całkowicie. Codziennie przewożę jakieś wielokilogramowe worki albo pudła rzeczy, zwykle sam, czasem z pomocą życzliwych kierowców (dzięki teściowo! dzięki Rafale, Rafale i TRC! dzięki wszystkim noszącym!). Poza tym zajmuję się walką z prusakami, ale o tym więcej na blogu Asi. Przed przeprowadzką był remont. Oczywiście też nie robiłem zdjęć. Pod koniec prac odwiedziła mnie z aparatem żona, której zawdzięczam ten wesoły konterfekt:



Pora na obiecaną historię wielkiego ruchania. Byliśmy dziś z żoną w pobliskim sklepie sieci Carrefour (czyt. karfur), gdzie zrobiliśmy - jak to w supermarkecie - spore zakupy. Jak zwykle kupiliśmy zgrzewkę Nałęczowianki (6 butelek). Po powrocie do domu zerknąłem na paragon i zorientowałem się, że kasjerka nabiwszy kod ze zgrzewki wcisnęła na kasie "razy sześć". W efekcie zapłaciliśmy za 36 butelek Nałęczowianki. Trochę mi mina zrzedła, jak się zorientowałem. To nie było miłe. Jutro spróbujemy (żona spróbuje, bo ja będę znów coś przewozić) to odkręcić, ale na razie czujemy się przez ową panią z kasy mocno wyruchani.
Miła strona tego zajścia jest taka, że - ponieważ auta nie mamy, a moja żona nie nosi ciężkich rzeczy - mam teraz dowód na piśmie, że przyniosłem z supermarketu 54 kg Nałęczowianki. I to w jednej ręce, bo w drugiej niosłem wór innych dóbr. Znaczy się - silny jestem.

Dopisek - niespełna dobę po owych zakupach Carrefour oddał Asi nadpłaconą kwotę. I jeszcze przeprosił.

Link 29.12.2008 :: 23:06 Komentuj (11)

Wspominałem już nieraz o przeprowadzce. Na zdjęcia urządzonego nowego mieszkania jeszcze przyjdzie czas, choć tutejszy bałagan pojawił się już na blogu Asi. A dziś ostatnie zdjęcia mieszkania znanego wielu czytelnikom tego bloga - mieszkania, które ostatnio przeszło istotną przemianę i opróżniło się. Pustki:



Ostatnie rzeczy naszykowane do wyniesienia (kanapa, szafka, odkurzacz i suszarka zostają). Wkrótce po zrobieniu tego zdjęcia stosik na kanapie istotnie się zmniejszył, a przyczyniły się do tego widoczne na zdjęciu żółte wory:



Wkrótce oderwę się od tematu przeprowadzki. Mam już pomysł, o czym pisać...

Link 30.12.2008 :: 15:09 Komentuj (39)

Gorące dni nastały na Bliskim Wschodzie. Hamas zerwał rozejm z Izraelem, na co ten odpowiedział bardzo zdecydowaną akcją. O sytuacji w Izraelu poczytać można (oprócz tego, co serwuje prasa) na blogu majonezu Hellmanns. W gorącej dyskusji, która wywiązała się w komentarzach na jej blogu, napisałem o braku demonstracji poparcia dla Izraela i o tym, że takie gesty bardzo by się Izraelowi przydały. Zwłaszcza teraz, kiedy Izraelczykom jest ciężko, a wielu ludzi bezmyślnie potępia słuszną walkę z terrorystami w obronie atakowanych i zabijanych mieszkańców Sderot, Aszdodu i Aszkelonu.

Postanowiłem teraz wykonać taki gest w swojej małej skali. Baner Proud Friend of Israel przesunąłem więc na samą górę, żeby był widoczny dla wszystkich odwiedzających bloga, a na choince (skąpo udekorowanej z powodu przeprowadzki - bombki dojechały z opóźnieniem) powiesiłem małą flagę Izraela:



Ta flaga ma bogatą historię. Kiedy wybuchła wojna z Libanem, jedna z moich izraelskich znajomych wybierała się do Polski. Poprosiłem, żeby przywiozła mi taką flagę, żebym mógł powiesić ją u siebie w pokoju. Dostałem, powiesiłem.
Nieco ponad rok temu odwiedził nas ksiądz, z którym rozmawialiśmy na temat ślubu. Ten sam ksiądz, który nam później ślubu udzielił. Poprosił, żeby podarować mu tę flagę. Podarowałem. Wisiała już u nas wówczas pełnowymiarowa flaga, więc nie było mi żal, a motywacja księdza ("chcę powkurzać radiomaryjnych gości") była zaiste chwalebna.
Parę miesięcy później inna znajoma jechała na krótko do Izraela. Poprosiłem o przywiezienie pełnowymiarowej flagi, którą następnie podarowałem księdzu, a swoją malutką flagę powiozłem z powrotem do domu. Oto cała historia mojej małej flagi, która ostatnio została ozdobą choinkową.

Teraz wrócę do poważniejszych spraw, czyli manifestowania solidarności z Izraelem. Bardzo wszystkich do tego namawiam - oczywiście o ile jest to zgodne z ich przekonaniami i sumieniem. Można to zrobić na przykład przez umieszczenie na swojej stronie flagi Izraela albo banera Dumnego Przyjaciela Izraela. Baner można pobrać stąd i przy okazji dopisać się do listy solidarnych z Izraelem.

Dopisek parę godzin później:
Dzięki komentatorce Ninie poznałem bardzo ciekawy blog, który polecam: islam - religia pokoju.
Przy okazji przypomniałem sobie też moje prastare dzieło z czasu początków mego bloga: don't fuck with...



Znam
i polecam:
meine kleine
cyberkot;
siostrzenica;
lapsus lazuli;
głupi królik;
hellmanns;
jedzenie;
twożywo;
sokrates;
ministerstwo;
przypadkowo;
miaumiau;
ujek brad.ley;
marsha;
macięty;
lulu;
streetphoto;
sameryki;
siostra w UK;
wehikuł czasu;
szustow;
doświadczenie graniczne;

Kolarze
i cykliści:
daisuke nakanishi;
mkłj;
alchemik;
constar;
panoramiczny jeendrek;
piękne rowery
i piękne panie;



Na zakupy:
kup zapałki;
kup pan mebel;
kup kawę;
kup kamień;
coś jak design;
tańcz, tańcz, tańcz;

Nie znam, polecam:
nie marnuj jedzenia;
blog
o sztuce;

m jak m-city;
ceramiczne wlepki;
dolce far niente;
border;
zakaz parkowania;
harold's planet;
daily;
naprawdę boli;
bug city;
mali ludzie;
schujowacenie mózgowia;
puszka metalowa;
chschonschtsch;
hity allegro;
photoshop disasters;
jemy smalec;
ad kuchni;
ładne rzeczy;
żydóweczka;
żydóweczka 2;
zobacz kirkuty;
bartek pogoda;

Pasja
Pana Cygaro:

Wielka polityka:

radio maryja;
kochany islam;
władysław bartoszewski;
otwarta
nie czwarta;

przestrzeń miasta;
nienawiść
w sieci;


Religia:
zostań uczonym
w piśmie;

wypisz się;
judaizm;

Fetyszyzm:
cześć jacek;
białe kozaczki;
noga lalki;
stara noga;

Księga
na gości



Nie wysyłaj


Albo wyślij tu: pancygaro [małpka] gmail.com


Archiwum: 2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty




||
powered by Ownlog.com& Fotolog.pl