Link 04.02.2010 :: 18:12
Komentuj (10)
Wczoraj wieczorem znów pojechałem na scrabble do kth. Tym razem grałem z samymi panami: Fabryką Brzydkich Snów, Chomickiem i Grekiem. Wymieniam w tej kolejności nie bez przyczyny - to Fabryka spisywał się z nich najdzielniej i zakończył partię ze stratą jedynych 33 punktów do mnie. Poniżej point of view Fabryki:
Powyżej widać dwa słowa, które przesądziły o wyniku partii. Najpierw w drugiej kolejce Fabryka ułożył śliczne słowo "wdzianko" i zdobył 70 pkt. Zostałem mocno w tyle i podniosła się wrzawa, bo ludziska myśleli, że tak już zostanie i ktoś nareszcie mnie ogra. Na szczęście przy pierwszej okazji, czyli w trzeciej kolejce, położyłem "hańbie" za 91 pkt i sytuacja wróciła do normy. Na zdjęciu fotografuję komórką tabelę z wynikami:
Inni w tym czasie grali w tabu i kamień, nożyce, papier. Czy w coś tam innego... Głośno grali.
Link 06.02.2010 :: 22:26
Komentuj (4)
Byliśmy dziś z moim synciem, Ziomusiem i Patrolem nad Wisłą. I oto, co zobaczyliśmy - gruby lód od brzegu do brzegu:
Z innych spraw... Skończyłem niedawno
Gomorrę Roberta Saviano i mam do tej książki ambiwalentny stosunek. Z jednej strony - wstrząsająca, drobiazgowo opisująca piekło na ziemi, jakim jest południe Włoch, powiązania tego piekła z innymi piekiełkami we wszystkich częściach globu, w tym również w Polsce, niesamowitą pomysłowość i niepojęte okrucieństwo kamorystów. Z drugiej strony - irytująco emocjonalna (w pewnym sensie to atut tej książki, ale mnie jednak przeszkadza), pisana trochę po dziennikarsku, a trochę z jakąś okropną egzaltacją, ze względu na te emocje nie do końca konsekwentnie i spójnie. W dodatku polskie wydanie zredagowane na kolanie, co mnie okropnie razi. Nie umiem nie skrzywić się, kiedy natrafiam (i to nie raz!) na sformułowania typu: "dwa dziewczęta" czy "moje pochodzenie z Casal di Principe ułatwił mi". Albo kiedy nazwisko Cutolo odmieniane jest męsko (dopełniacz Cutola, narzędnik Cutolem - zamiast poprawnie: Cutoli, Cutolą). Ja jednak lubię staranność. Ale lekturę
Gomorry polecam. Szczególnie tym, którzy wierzą w jakieś wymyślone piekło, do którego grzesznicy trafiają po śmierci. Warto poczytać o prawdziwym piekle, jednym z wielu prawdziwych ziemskich piekieł, do których pasuje wyświechtane motto
Medalionów.
Link 08.02.2010 :: 21:55
Komentuj (3)
Czytam sobie
Los utracony Imre Kertésza. Żona pyta, czy nie mam dosyć tej tematyki, ale nie mam. Zresztą jak mógłbym mieć, skoro wciąż prawie nic na ten temat nie przeczytałem... Pisać o książce na razie nie mam chęci, zresztą to dzieło znane, wielokroć opisane. W końcu autor dostał Nobla.
Nie będę więc za wiele pisać o samej książce, ale podzielę się pewnym zdziwieniem, które dopadło mnie nagle na stronie 130 i wprawiło w zgoła niestosowne rozbawienie. Zdziwienie dotyczy tłumaczenia, nie oryginału. Ale nic nie poradzę, czytam właśnie tłumaczenie.
Los utracony to historia czternastoletniego żydowskiego chłopca z Budapesztu (a biorąc pod uwagę tożsamość kulturową i społeczną - małego Węgra żydowskiego pochodzenia), który w latach 40. XX w. zostaje wywieziony do obozu koncentracyjnego. Najpierw do Auschwitz-Birkenau, potem do Buchenwaldu...
W pobliżu naszego obozu, jak się dowiedziałem, znajduje się ważne dla kultury miasto Weimar, o którym uczyłem się w domu, oczywiście: tu żył i tworzył swoje dzieła między innymi także i ten człowiek, którego wiersz zaczynający się od słów Wer reitet so spät durch Nacht und Wind?
* znam na pamięć i który, jak mówiono, własnoręcznie zasadził drzewo - to drzewo, już teraz postarzałe i rozrośnięte, opatrzone tablicą pamiątkową i ogrodzone przez nas, więźniów, znajduje się gdzieś na terenie obozu.
Na dole strony znajduje się następujący przypis do cytatu oznaczonego gwiazdką:
Incipit ballady J.W. Goethego Król olch
, w polskim przekładzie Wisławy Szymborskiej: "Noc padła na las, las w mroku spał...".
Kto zna niemiecki i Goethego, albo chociaż samego Goethego, jak ja, już wie, co mnie zdziwiło i rozbawiło. Tym, co nie znają, spieszę z pomocą. Otóż faktycznie jest to wspomniany incipit, bezbłędnie przytoczony. I w przypisie również jest incipit. Tyle że tłumaczenie Szymborskiej nie jest na tyle wierne, żeby pierwsze wersy były tożsame. O wiele sensowniej byłoby przytoczyć wersję Władysława Syrokomli, który tłumaczy pierwszy wers niemal słowo w słowo:
Kto jedzie tak późno wśród nocnej zamieci? (dosłowne tłumaczenie brzmiałoby:
Kto jedzie tak późno przez noc i wiatr?). Nie mogę zrozumieć, czemu tłumacz (redaktor?) zdecydował się użyć wersji Szymborskiej i wmawiać czytelnikowi, że
Kto jedzie tak późno przez noc i wiatr? znaczy
Noc padła na las, las w mroku spał... Nie rozumiem. Może ktoś zna wyjaśnienie?
Tak oto
Król Olszyn powrócił na mojego bloga. Już kiedyś tu gościł, ale wówczas nosił pseudonim
Olcha Król. I to był wesoły wpis. A dziś jest poważny.
Fragment za:
Los utracony, Imre Kertész, Wyd. WAB, Warszawa 2002
Link 11.02.2010 :: 21:32
Komentuj (10)
No to nareszcie przegrałem. Nie jakoś porażająco, bo dwoma punktami, ale przegrałem. I to po wyjątkowo nędznej partii, przez większość której wlokłem się w ogonie, przedostatni i ostatni. Na kartce widać - więcej niż 22 punkty na raz nie zdobyłem, a zwykle raczej 14 czy 15. Te najbardziej żenujące słowa na planszy są właśnie moje. Na szczęście zaskoczyłem wszystkich i sprawnie pozbyłem się pięciu liter, kiedy oni mieli jeszcze sporo ciężko punktowanych kosteczek. W związku z tym oprócz mizernych 11 punktów za "zezie" zgarnąłem 25 pkt ekstra, a przeciwnikom odjąłem po 9 i 7 punktów. Dzięki temu przeskoczyłem Anię i Tlaloca, a do kth zabrakło mi tych dwóch punktów...
To ta po lewej mnie ograła (brawo!). Dlatego się tak cieszy i z taką dumą pokazuje listę wyników. A ta pośrodku długo myślała, że właśnie mnie ogrywa:
A w drodze powrotnej ze scrabbli widzieliśmy z Tlalokiem, Consem i Chomickiem skutki motoryzacyjnych szaleństw na Wisłostradzie. Wyglądało na to, że nissan 350z był szybki, ale jednak nie niezniszczalny. Choć w bezpośrednim starciu to matiz bardziej ucierpiał.
A temat scrabbli jeszcze powróci!
Link 13.02.2010 :: 20:50
Komentuj (3)
Obrazek stary, ale jary, bo Orzeł Zwisły znów orze!
Pierwszy raz na moim blogu ten obrazek pojawił się trzy lata temu. Wtedy to było jakieś inne podium (i inny szczebelek - pierwszy, a nie drugi, jak dziś), ale
Orzeł Zwisły ten sam.
Link 15.02.2010 :: 19:52
Komentuj (5)
Chłopaki pilnują, żeby nikt nie przemknął się nieobsrany:
Link 18.02.2010 :: 23:04
Komentuj (17)
Taka piękna ta zima, śnieg tak śnieżnobiały...
...ale cieszę się, że już spływa.
Zimo, spływaj!
Dopisek: chętni mogą próbować zgadnąć, co przedstawia pierwsze zdjęcie. Ale to nie będzie łatwe.
Link 25.02.2010 :: 09:09
Komentuj (14)
Cicho tu, bo się uszkodziłem - w ostatni weekend odpadła mi głowa. Mocowanie się zepsuło. Teraz jestem na zwolnieniu, lekarz zabronił mi dotykać komputera i kazał jak najmniej siedzieć. Stąd posucha na blogu. Wprawdzie dotykam komputera, ale ograniczyłem to znacznie. Z kilkunastu godzin dziennie do jakichś... dwóch? Powiedzmy, że dwóch.
Wstaję skoro świt, a tak naprawdę to sporo przed świtem, jeszcze wcześniej niż zwykle. Ale zamiast do pracy, lecę na basen. Tam robię kilkaset metrów, potem wracam, jem z żoną śniadanie. W ciągu dnia spacer i trochę ćwiczeń na dywanie. Do końca tygodnia głowa musi wrócić na swoje miejsce.
W poniedziałek napisałem sobie nawet nowe epitafium (kiedy pisałem poprzednie, nie wiedziałem, że stracę głowę):
Tu leżę ja, człowiek bez głowy,
Krótszy i bardziej opływowy.
Zmów za mnie pacierz! Proszę z racji
Cierpienia po dekapitacji.
Link 28.02.2010 :: 08:25
Komentuj (2)
Szkoda, że na takie obrazki trafiam akurat jak nie mam ze sobą prawdziwego aparatu.
Gdyby ktoś miał ochotę na krycie metodą tradycyjną, numer telefonu jest dobrze widoczny na zdjęciu.